Dziedzictwo akademickie, dziedzina, która dotychczas nie cieszyła się zbytnią popularnością w badaniach nad dziedzictwem, otwiera serię wywiadów z wpływowymi praktykami i teoretykami dziedzictwa. Dr Joanna Ślaga, zastępczyni dyrektora ds. badań i strategii w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Maius w Krakowie, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat wymiarów dziedzictwa akademickiego w kontekście najstarszego polskiego uniwersytetu, założonego w 1364 roku.

Dr Joanna Ślaga jest badaczką kultury i muzealnikiem, obecnie pełni funkcję zastępcy dyrektora ds. badań i strategii w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Maius w Krakowie. W 2023 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, broniąc pracę poświęconą muzeom uniwersyteckim i dziedzictwu akademickiemu. Dr Ślaga jest autorką kilku publikacji z zakresu muzealnictwa, ze szczególnym uwzględnieniem zbiorów akademickich i zrównoważonego rozwoju. Aktywnie działa również w krajowych sieciach muzealnych i zajmuje się promocją dziedzictwa kulturowego.
_ _ _
Katarzyna Jagodzińska: Nasza rozmowa będzie się koncentrowała wokół pojęcia dziedzictwa akademickiego i twojej roli w zakresie jego popularyzacji i badań, oraz roli Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Maius w tym procesie. Zacznijmy od szerokiego spojrzenia: co ty uznajesz za dziedzictwo akademickie i kim są depozytariusze tego dziedzictwa?
Joanna Ślaga:Dla mnie to jest złożona perspektywa pewnych materialnych zasobów, tradycji, ceremonii i pamięci, bardzo mocno osadzona w odczuciach i odnosząca się do dzisiejszego czasu. To jest szersze i bardziej globalne myślenie o tym, co tak naprawdę zostaje z aktywności poprzednich pokoleń, zwłaszcza w kontekście długofalowo działającej instytucji. I oczywiście dodaje pewien aspekt subiektywizmu albo bardzo dużej kontroli, czyli krytycznego podejścia.
Depozytariuszami jesteśmy wszyscy jako społeczność, nie tylko lokalna, nie tylko instytucjonalna, nie tylko narodowa, ale ta europejska. Rzecz dotyczy instytucji od początku działania nakierowanej na określony efekt: kształtowania administracji i przyszłych nauczycieli, czyli tych, którzy mają edukować dalej, i wytwarzania metod i środków do radzenia sobie z różnymi okolicznościami życia codziennego. W tym kontekście nie ma granicy, kogo ten efekt dotyczy, a tym samym depozytariuszami mogą stać się osoby z różnych kręgów.
Katarzyna Jagodzińska: To teraz konkretnie, dziedzictwo akademickie to zwyczaje, rytuały…
Joanna Ślaga: To będą zwyczaje, rytuały, to będzie taki swoisty mindset. Bardzo zależy mi na tym, abyśmy kontynuowali dyskusję i pracę wokół niematerialnych śladów dziedzictwa akademickiego w Europie w odniesieniu do wpisu pochodu inauguracyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego na krajową listę dziedzictwa niematerialnego. Zastanawiam się już od dłuższego czasu, jaki element tych tradycji czy ceremonii moglibyśmy wpisać jako wspólną, praktykowaną przez wiele uczelni z różnych kręgów Europy, na Listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości.
Tej refleksji sprzyja nowo powstała sieć zajmująca się niematerialnym dziedzictwem w ramach grupy Coimbra (sieć europejskich uczelni wyższych – red.) Właściwie jest to swoiste know-how, czyli sposób budowania pewnej przestrzeni, relacji, transferu wiedzy, doświadczeń. Jest to bardzo dobrze zorganizowany mechanizm i niezależnie od różnic kulturowych, językowych, gospodarczych, czy politycznych, to rzeczywiście europejskie uniwersytety realizują ten schemat funkcjonowania. Kiedy „wchodzisz” w uniwersytet, to nabywasz określonych umiejętności. Przynajmniej tak nam się chce wydawać, że wszędzie wygląda to podobnie. Na pewno występują różnice, ale generalnie celem jest ukształtowanie pewnej postawy.
Istotną kwestią jest to, co buduje bycie w uniwersytecie w różnych rolach, korzystanie z uniwersytetu i jego dorobku. I to, że to rzeczywiście się dzieje w kolektywnym procesie. Niezależnie od tego, czy wchodzimy w sojusze, czy wchodzimy w proces boloński, czy nie, czy jesteśmy w Una Europa (międzynarodowa sieć europejskich uniwersytetów – red.), czy poza, ale jesteśmy w obrębie kontynentu, gdzie występuje spójność i zbieżność pewnych problematycznych kwestii. Teraz aspekt krytycznej rewizji dotyczy wszystkich uniwersytetów i wszędzie mamy do czynienia z grupami aktywistów dążących do tego, żeby się tej rewizji podejmować. Wynosimy z uniwersytetów podobne umiejętności, ale też podobne lęki, niezależnie od tego, czy jesteśmy na wschodzie, czy na zachodzie Europy oraz czy skutecznie i szybko wchodziliśmy w dane zmiany w obrębie nauki, zaawansowania technologicznego i tak dalej. Także to jest know-how albo spirit, który zostaje w ludziach, którzy się wiążą z akademią.
Katarzyna Jagodzińska: Zejdźmy teraz na poziom Uniwersytetu Jagiellońskiego, który reprezentujesz, jaką rolę pełni Muzeum UJ Collegium Maius w podtrzymywaniu dziedzictwa?
Joanna Ślaga: Muzeum przez całe lata bardziej zajmowało się podtrzymywaniem pamięci wybranych aspektów, co do których materialnie może się odnieść swoją wystawą i zasobem materialnym i niematerialnym, mam tu na myśli zasobem ludzkim, bo mówimy o kuratorach i konserwatorach opracowujących zasoby materialne. Natomiast chyba trochę nieświadomie poprzez efekt Karola Estreichera (twórca i pierwszy dyrektor Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego – red.) rzeczywiście kształtował się szerszy aspekt, czyli praktykowanie dziedzictwa. Bo przecież ani ekspozycja, ani prace, które są przez muzeum wykonywane, nie są w pełni odniesieniem się wprost tylko i wyłącznie do konkretnych elementów historii uniwersytetu, Krakowa, kultury i nauki polskiej, tylko jest to pewna otoczka, ten wspomniany wcześniej spirit, który Estreicher bardzo umiejętnie wprowadził, nie mówiąc o tym. Wtedy przecież się w ogóle nie dyskutowało na ten temat i nie było regulacji dotyczących dziedzictwa akademickiego.
Natomiast w tym momencie kluczową rolą zespołu muzealnego jest umiejętne wprowadzenie do nowych czasów, zarówno siebie jak i uniwersytetu. To jest przekwalifikowanie siebie do tego wieloaspektowego zadania. Wykorzystanie zasobów sięgających tradycji dziewiętnastowiecznych gabinetów: artystycznego, archeologicznego, zoologicznego, ogrodu botanicznego itd. do celów badawczych, dydaktycznych, budowania narracji, podtrzymywania tradycji i upowszechniania symboliki związanej z uniwersytetem i życiem akademickim, ale też jakby wejście w życie uniwersytetu i wspomaganie społecznych aspiracji, odpowiedzialności, komunikacji z otoczeniem. To jest bardzo istotna rola muzeum, która musi jeszcze zostać podszlifowana i ukształtowana.
Mam przekonanie, że na pewno nie należymy do marginalnej aktywności uniwersytetu, tylko musimy się wiązać z tym, co jest w tzw. mainstreamie.
Katarzyna Jagodzińska: Byłaś siłą sprawczą skodyfikowania pochodu uniwersyteckiego, a następnie wpisania go na krajowa listę dziedzictwa niematerialnego. Opowiedz o tym. Jak to się stało, ze przez tak długi czas ta praktyka nie funkcjonowała jako tekst? Co konkretnie trzeba było zrobić, aby ten proces przeprowadzić?
Joanna Ślaga:Ciekawe jest to, jakie koincydencje zaszły, kiedy się do tego wniosku przymierzałam, a przez to przymierzyłam instytucję. To był czas, kiedy zaczęliśmy wchodzić w szereg różnych projektów w mikro i makroskali związanych z interpretacją dziedzictwa i nowymi technologiami. Byliśmy też po czasie dużego wstrząsu, jakim było zaadaptowanie się do nowych wymogów związanych z organizacją, ewidencją, wymianą danych, ich udostępnieniem, czyli całą częścią inwentaryzatorską i budowaniem polityk dotyczących majątku.
Koincydencja polegała na tym, że właśnie rozszerzaliśmy współpracę z różnymi ośrodkami, które uznawały bardzo mocno nie tylko samą długotrwałość budynku, kolekcji, instytucji, jaką jest uniwersytet, ale przede wszystkim z instytucjami, które uznawały zasób muzealny także w rozumieniu osób i ich wiedzy oraz doświadczeń za bardzo istotny w pracy międzyinstytucjonalnej. To był już czas, kiedy działaliśmy w Una Europie, UNIVERSEUM European Academic Heritage Network i komitecie ICOM-u UMAC (Międzynarodowy Komitet ds. Muzeów i Zbiorów Uniwersyteckich), czyli w komitetach związanych z działalnością akademicką i kolekcjami akademickimi. Poszerzyła się wtedy współpraca z Małopolskim Instytutem Kultury i oddziałem Narodowego Instytutu Dziedzictwa odpowiedzialnym za Małopolskę. Wtedy poznałam osoby związane z programem ochrony dziedzictwa niematerialnego. Poznawszy założenia, rozmawiałam z władzami uniwersytetu. Zainspirował nas pochód, dlatego że jest to element krajobrazu uniwersytetu i jednocześnie Krakowa, który jest od dawna konotowany. Jeśli nawet nie w takiej formule, jak ta dzisiejsza, to może nawet bardziej w formule związanej z duchowością uniwersytetu i profesorów, czyli w początkach funkcjonowania. Element celebracji i jednocześnie swoistego momentu komunikacji akademii z otoczeniem jest od dawna widoczny.
Widać go nie tylko w dokumentach, ale w fotografii i w sztuce. Co więcej, stał się w przestrzeni bieżącej ceremonii elementem stałym i wpływa też na ceremoniały innych polskich uczelni. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z uczelniami medycznymi, technicznymi, artystycznymi, to one mają swój ceremoniał i te pochody zaczęły być też dosyć popularne.
Z pochodem wiąże się element materialny, czyli insygnia władzy rektorskiej: berła, łańcuchy, pierścienie. Nasze berła należą do najstarszych zachowanych. Tylko kilka uniwersytetów w Europie posiada oryginalne berła z początku funkcjonowania.
Ta tradycja to celebracja, może trochę nawet epatowanie swoją wielkością, pięknym strojem i tytułem. W kontekście przygotowywania dokumentów do wpisu padały pytania, czy ta praktyka nie jest zbyt elitarna. Ja uważam, że ta tradycja zawsze miała w sobie cel otwartości, dzisiaj natomiast staje się też przestrzenią czasami krytycznej komunikacji, bo poza wiwatami i radością pojawiają się transparenty z protestami. To zresztą był element, który wpisaliśmy jako jedno z ryzyk związanych z utrzymywaniem tej tradycji. Uważam, że należy analizować, co się dzieje podczas tych pochodów, również te negatywne aspekty – dlaczego one się pojawiają i jak można im przeciwdziałać.
Profesor Jacek Popiel pełniący wówczas funkcję rektora głównego też pracował nad uregulowaniem ceremoniału różnych uroczystości uniwersyteckich. Chodziło o to, aby nie było rozbieżności, aby była spójna estetyka i przebieg spotkań związanych z nadawaniem tytułów i godności uniwersyteckich. Zatem to się wszystko zbiegło w czasie.
W sposób przypadkowy zbiegło się to też z dużą dyskusją w kontekście zmiany nazwy Uniwersytetu Pedagogicznego, dzisiejszego Uniwersytetu im. Komisji Edukacji Narodowej, który wniósł do Sejmu wniosek o zmianę nazwy na Uniwersytet Krakowski. To jasno pokazało, że pomimo długiego trwania i jakby palmy pierwszeństwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, poza dyskusją, bardzo istotne są dokumenty i glejtowanie pewnych kwestii.
Chęć wprowadzenia zapisu o pochodzie była tym większa, że powinniśmy lepiej zadbać o takie kwestie. Nie chodzi o to, aby zamknąć formułę pochodu raz na zawsze, lecz o to, że w tym momencie następuje zmiana pokoleniowa i pewne elementy można utracić, jeśli nie zostaną zapisane. A teraz są jedynie fragmentarycznie opracowane.
Nasz pochód jest pierwszym akademickim elementem krajobrazu na tej liście oraz czwartym albo piątym w Europie podlegającym takiej ochronie. To pokazuje, że dziedzictwo akademickie zaczyna znajdywać swoje miejsce również w tego typu zapisach i regulacjach. Wydaje mi się, że dużo dobrego uzyskaliśmy dzięki temu wpisowi, towarzyszyło mu spore zainteresowanie. To był dobry krok i bardzo się cieszę, że muzeum mogło temu procesowi przewodniczyć.
Pochód jest ciekawą przestrzenią różnych doświadczeń. Zawsze wywołuje multum emocji, zawsze pojawia się odrobina chaosu. Zawsze się ktoś gdzieś zaplącze, o czymś zapomni. Ogromnie się cieszę, że po dwudziestu latach pracy w uniwersytecie i rokrocznym uczestniczeniu w pierwszej fazie pochodu, jakim jest start w Collegium Maius, pochód został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa. To jest droga do utrwalania świadomości i nazywania elementów działalności uniwersyteckiej jako elementów dziedzictwa narodowego i dziedzictwa kulturowego Europy.
Katarzyna Jagodzińska: Powiedz krótko, na czym polega praktyka pochodu uniwersyteckiego. Pochód wyrusza z Collegium Maius, jaka jest zatem rola muzeum?
Joanna Ślaga: Nie od razu muzeum było przestrzenią takiego pochodu, jaki dzisiaj widzimy, czyli że profesorowie spotykają się w salach i stąd wyruszają. To była inicjatywa profesora Karola Estreichera, aby muzeum stało się stałym elementem pochodu. Wcześniejsze pochody odbywały się czasami z Collegium Maius do Kolegiety Świętej Anny. Kolegiata, czyli element sakralny, do XVIII wieku była elementem stałym, bo pochody w ogóle wynikały z tradycji okołokościelnych. Natomiast ich bardzo wczesne nacechowanie „uniwersyteckością” było ogromne – przez dłuższy czas poza insygniami podczas pochodów był noszony chociażby dokument inicjujący założenie uniwersytetu. Pochody z lat dwudziestych XX wieku, które są już udokumentowane filmowo, rozgrywały się w obrębie Plant. Widać, że były wtedy w użyciu trochę inne togi. Samo wyjście poza mury uniwersytetu było jednym z najbardziej charakterystycznych elementów.
Od 1964 roku, czyli od momentu, kiedy muzeum jest dostępne, pochód wybranych przedstawicieli wydziałów zaczyna się właśnie w Collegium Maius. Zaproszenia do udziału w pierwszej części uroczystości są kierowane bezpośrednio przez rektora do wydziałów. Dzisiaj tych wydziałów mamy szesnaście. Profesorowie spotykają się w Collegium Maius, gdzie przygotowane są togi i insygnia władz dziekańskich oraz rektorskich w ustawieniu od najmłodszego wydziału po najstarszy. Najmłodszym wydziałem jest Geografia, natomiast najstarszym Prawo.
Mamy szesnaście odcieni biretów i mucetów, czyli peleryn w togach. Mamy też szesnaście bereł, wśród nich berła dziewiętnastowieczne wykonane według projektu Stanisława Wyspiańskiego. Są też dość ekstrawaganckie artystycznie berła wykonane współcześnie.
W pochodzie dany wydział zawsze otwiera pedel, czyli porządkowy strażnik z berłem wydziałowym. Na końcu danej grupy idzie dziekan wydziału z insygniami w postaci łańcucha. Pochód zamyka grono prorektorskie i rektorzy. W zależności od tego, jaki mamy układ, idzie jeden rektor albo dwóch rektorów. Tak było u nas w minionym roku akademickim, ponieważ nastąpiła zmiana władzy – w insygniach głównych idzie wtedy rektor ustępujący, pomimo tego, że formalnie władza została już przekazana, ale ceremonialnie na inauguracyjnym wykładzie te insygnia przyjmuje nowy rektor. Do udziału w pochodzie zaprasza się też czasami rektorów innych uczelni, więc można zobaczyć inne togi.
Pochód przechodzi przez sale ekspozycyjne Collegium Maius, towarzyszą temu melodie różnych pozytywek. To jest z kolei wkład w aranżację i przygotowania profesora Stanisława Waltosia, bo od jego kadencji na stanowisku dyrektora muzeum ta muzyka dołączyła. Profesorowie wychodzą na ulicę Świętej Anny, następnie idą przez Planty, składając kwiaty i czcząc chwilą ciszy osoby, które poświęciły się dla uniwersytetu i społeczności pod Dębem Wolności. Kiedyś pochód kończył się w Collegium Novum, a teraz wędruje przez ulice Piłsudskiego i Wenecję do Auditorium Maximum. Tam odbywa się duży wykład, na którym są też inni przedstawiciele wydziałów i jednostek pozawydziałowych i goście uniwersytetu. Wykład inauguracyjny jest elementem finalnym pochodu i momentem startowym dla uczelni w nowym roku akademickim. Słowo rektorskie jest traktowane jako podsumowanie poprzedniego roku i intencja na nowy. Kiedy następuje zmiana rektora, bardzo istotnym momentem jest przekazanie władzy, czyli przekazanie insygniów w postaci berła, pierścienia i łańcucha. Kolejny istotny moment to ten, kiedy rektor uderza jednym z bereł o stół i mówi Quod felix faustum fortunatumque sit, czyli Oby się działo dobrze i pomyślnie w całym roku.
Oczywiście mówimy dzisiaj o kopiach bereł, oryginały są zabezpieczone w muzeum. Przejście pochodu odbywa się przez część miasta, w związku z czym wiele osób po prostu wiwatuje i towarzyszy temu pochodowi. To rzeczywiście jest moment, na który się wyczekuje. Na naszym dziedzińcu pojawiają się od wielu lat studenci w czapkach – to studenci, którzy współtworzą różne związki studenckie i mają charakterystyczne czapki nawiązujące do wydziału.
Katarzyna Jagodzińska: Wychodząc teraz od tego konkretnego przykładu, jakim jest pochód i patrząc szerzej, czy w twoim przekonaniu dbałość o dziedzictwo musi być sformalizowana?
Joanna Ślaga: W pewnym stopniu tak. To znaczy muszą istnieć polityki działania, dobre praktyki, ale też coś więcej, czyli regulaminy. Mamy oczywiście podstawowe elementy, z których wywodzimy ramy działania – ustawy dotyczące zabytków, muzeów, mienia itd., mamy też wewnętrzne dokumenty dotyczące majątku jako takiego, w tym również rzeczy niematerialnych. My jeszcze dodatkowo mamy dodatkowy regulamin dotyczący majątku szczególnego w majątku, czyli kolekcji. Jesteśmy zobligowani do dbania o budynki i do zachowania pamięci, to też regulują zarządzenia rektora, które zostały wypracowane przez określone komisje.
To wydaje mi się jest konieczne, bo jako duże instytucje nie jesteśmy zdolni wszystkiego zapamiętywać i podążać bez takich reguł. Musi istnieć hierarchia i system ewaluacji, te elementy są konieczne z bardzo praktycznego punktu widzenia.
Musimy też myśleć w jaki sposób mamy przygotowywać nie tylko praktyków i teoretyków zajmujących się dziedzictwem, tylko w ogóle jak mamy budować świadomość wśród pracowników uniwersytetu, studentów i społeczności, która korzysta z obszarów działalności uniwersyteckiej. Czyli jak wpływać na programy edukacyjne, aby świadomość i umiejętność poszukiwania swojej tożsamości w tym dziedzictwie akademickim zaistniała.
Mamy twarde przepisy i element kształtowania postaw, który nazywamy obywatelskością, współuczestnictwem.
Katarzyna Jagodzińska: Czego twoim zdaniem brakuje w procesie ochrony i innych działań na rzecz dziedzictwa uniwersyteckiego? Nie tylko w odniesieniu do Muzeum UJ, ale szerzej w kontekście doświadczeń pracy w sieci UNIVERSEUM European Academic Heritage Network czy Stowarzyszenia Muzeów Uczelnianych.
Joanna Ślaga: Wydaje mi się, że cały czas mamy do odrobienia grzech zaniechania na różnych płaszczyznach tych współprac, o których mówisz. Ponadto cały czas doświadczamy pewnego braku świadomości. We wszystkich obszarach działalności, zarówno w uczelniach zachodnich, jak i wschodnich, zawsze dochodzi do momentu przerzucania się: dlaczego mamy poświęcać tyle czasu tradycji i przeszłości, skoro należy myśleć o przyszłości. Jestem zdania, że nawet pracując nad dziedzictwem i w pełni ze śladami przeszłych działań, nie należy się wyłącznie na tej przeszłości skupiać, tylko właśnie na momencie, który będzie za chwilę.
Możemy nałożyć swojego rodzaju filtr i dodać nową perspektywę dla kolejnych pokoleń, bo dzisiejsza wiedza musi być przetransferowana z nowymi danymi, osiągnięciami i rewizją tego, co się wcześniej stało. Z drugiej strony pojawia się chęć się zbytniego umuzealniania pewnych kwestii. Czasami jestem zmuszona do tego, żeby kwestie dziedzictwa podawać trochę na miękko i wprowadzać je w inny sposób, nie tak bezpośrednio.
Katarzyna Jagodzińska: W jaki sposób wypada, jeśli chodzi o refleksję nad dziedzictwem akademickim, ale też o zachowanie i dbałość o to dziedzictwo, nasza część Europy?
Joanna Ślaga: Mam poczucie, że jesteśmy mocno zaawansowani w tej pracy, że ta świadomość też bardzo poszła do przodu. Zupełnie inaczej dyskutujemy jako środowisko muzeów i kolekcji akademickich z władzami, czy to władzami uczelnianymi, czy władzami sektorów naukowego i kulturowego, niż na przykład się to działo w Niemczech, we Włoszech, w Wielkiej Brytanii, Skandynawii, już nie dotykając innych kontynentów, bo te sytuacje były inne, czasami bardzo konfliktowe.
Sposób zaawansowania, jeśli chodzi o zachowanie tych kolekcji, jest bardzo wysoki. Nawet jak popatrzymy na lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, osiemdziesiąte, to te zasoby są zachowane. Są wykorzystywane w badaniach, chociaż nie jest to czasami tak powszechne i tak jednoznaczne, że one właśnie stanowią narzędzie badawcze, o tym się zapomina.
Od momentu, kiedy powstało Stowarzyszenie Muzeów Uczelnianych, w środowisku panuje bardzo duży ferment. Muzea uczelniane niezależnie od usytuowania w strukturze uczelni, niezależnie od tego, że nie mają odrębnej osobowości prawnej, jednak przebijają się do mainstreamu muzealnego i kulturowego. Dlaczego? Dlatego, że wypracowują bardzo dużo ciekawych pomysłów edukacyjnych, popularyzatorskich i naukowych. I to się dzieje na wielu płaszczyznach, w bardzo różny sposób i w każdej jednostce właściwie inaczej. Kiedy realizowałam swoje badania związane z doktoratem i analizowałam statuty uczelni i regulaminy, to stwierdziłam, że naprawdę nie wygląda to źle.
Uczelnie korzystają ze swojej autonomii w tworzeniu takich jednostek i zasobów. Co więcej, często zaskakują nas jednostki, można powiedzieć, niepredestynowane do tego, jak na przykład uczelnie techniczne albo bardzo młode uczelnie. A jednak budują swoje muzeum, żeby kształtować wiedzę i świadomość tego, powstawały.
Ten krajobraz jest bardzo ciekawy i nieco odmienny od innych krajów. A jeśli chodzi o dorobek projektowy, interpretacyjny, to uważam, że jesteśmy bardzo daleko, zarówno my, jak i takie miejsca jak Estonia czy Ukraina. Tam obszar akademickich kolekcji został wspaniale zaopiekowany i tam również pojawiły się ciekawe opracowania.
Myślę, że mamy ogromny potencjał, żeby inicjować ciekawe projekty międzynarodowe, których idea wychodzi od nas i z naszej perspektywy.
Katarzyna Jagodzińska: Czym różni się muzeum uniwersyteckie od innych typów muzeów?
Joanna Ślaga: W formule organizacyjnej czy prawnej różnimy się właściwie wszystkim, bo nie mamy odrębności. Właściwie poza jednym muzeum, czyli Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie ma w Polsce drugiego muzeum skonstruowanego w sposób podobny do muzeów państwowych czy samorządowych. Ale my też cały czas mamy z interpretacją prawną różne wątpliwości, bo jesteśmy na styku, co do zasady podlegamy innemu ministerstwu. Natomiast intencje i działania są tożsame. To znaczy mamy określony zasób materialny i niematerialny, oczekiwanie i intencje są takie, żeby go zabezpieczyć, zachować, opracować i upowszechnić.
To się dzieje w różny sposób, może to być nawet działalność jednoosobowa. Najczęściej jest badacz, który opiekuje się kolekcją w instytucie i rozkręca całą działalność związaną z popularyzacją i jednocześnie ją zabezpiecza.
Typowa działalność muzealna jest otwarta na widza i na posiadanie ekspozycji. Tu bywa różnie w przypadku muzeów akademickich, ale też nie oznacza to, że jeśli nie mają siedziby czy nie mają przestrzeni, to że nie realizują zadań upowszechnieniowych i otwieranych publicznie. Tego przykładem jest Muzeum Uniwersytetu Gdańskiego, otwarte w ubiegłym roku, ale przez cały czas bycia w organizacji to było muzeum bardzo aktywne, przede wszystkim działało dla publiczności w różnych miejscach Gdańska. To są te wyłomy, tak jak w przypadku działalności muzeów samorządowych, miejskich czy państwowych, pojawiły się muzea bez kolekcji.
Odróżnia nas to, że mamy zaplecze naukowe i praktyczne. W przypadku uniwersytetu mamy dużą interdyscyplinarność, w przypadku politechniki to będzie bardzo określone know-how.
Bardzo mi się spodobała nowa definicja ICOM-u. Dla mnie ona jest właśnie definicją, w którą my się najbardziej włączamy i realizujemy swoje zadania. Czasem w bardzo nieoczywisty z punktu widzenia przepisów muzealnych sposób. Ja jestem w awangardzie, która mówi, że nie musisz być muzeum w uniwersytecie, możesz być kolekcją, możesz być centrum, te zadania mogą być realizowane niezależnie od tego.
Katarzyna Jagodzińska: Bardzo dziękuję, to jest świetna klamra na zakończenie.
28 czerwca 2025