Jeden z największych ambasadorów dziedzictwa białoruskiego i ceniony na gruncie międzynarodowym badacz, dr Stsiapan Stureika, dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami i refleksją na temat obecnego stanu dziedzictwa na Białorusi. Rozmowa ta jest następstwem badań, które przeprowadziliśmy w 2024 roku na potrzeby raportu „Mapping of the Central and Eastern European non-governmental heritage sector” (dostępnego bezpłatnie tutaj). W raporcie tym zwracamy uwagę na trudną sytuację pozarządowego sektora dziedzictwa kulturowego na Białorusi. Po represjach rządowych wobec organizacji pozarządowych w 2021 roku sektor dziedzictwa kulturowego stracił tam swój dawny kształt.

Dr Stsiapan Stureika jest antropologiem kulturowym i historykiem, przewodniczącym Białoruskiego Komitetu Narodowego ICOMOS oraz profesorem nadzwyczajnym na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym w Wilnie. Obecnie zajmuje się teorią dziedzictwa architektonicznego, projektami konserwatorskimi realizowanymi przez społeczności lokalne, nową muzeologią, teorią nacjonalizmu oraz integracją migrantów.
_ _ _
Katarzyna Jagodzińska: Nasza dzisiejsza rozmowa będzie dotyczyła stanu i wielowymiarowych wyzwań związanych z dziedzictwem kulturowym Białorusi. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, chciałabym zacząć od Twojej działalności jako teoretyka i ambasadora dziedzictwa kulturowego. Pracujesz na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym w Wilnie – czy można powiedzieć, że jest to białoruski uniwersytet na uchodźstwie?
Stsiapan Stureika: Dokładnie tak. Tak właśnie się nazywamy.
Katarzyna Jagodzińska: Od kiedy znajduje się w stolicy Litwy? Jak wygląda społeczność zajmująca się dziedzictwem kulturowym na uniwersytecie?
Stsiapan Stureika: Uniwersytet został założony w 1992 roku w Mińsku jako instytucja z poważną misją wprowadzenia na Białoruś zachodniego sposobu myślenia, zachodniej filozofii, socjologii, idei funkcjonowania współczesnego świata. Białoruś była kiedyś częścią Związku Radzieckiego, więc w nauce i środowisku akademickim podlegaliśmy ideologii i metodologii marksistowsko-leninowskiej. Stąd wzięła się misja oderwania sfery intelektualnej na Białorusi od tego sposobu myślenia i pokazania zachodniej alternatywy.
Jednak w 2004 roku uniwersytet został zamknięty z powodu rosnącej autorytarnej władzy prezydenta Łukaszenki. W rezultacie staliśmy się pierwszym tego rodzaju uniwersytetem, który został zamknięty z powodów politycznych w nowej europejskiej erze historii. Uniwersytet otrzymał ogromne wsparcie międzynarodowe i przenieśliśmy się do Wilna. We wszystkich naszych dokumentach zapisano, że jesteśmy gotowi powrócić na Białoruś, gdy tylko sytuacja się poprawi. Niestety, od tego czasu sytuacja tylko się pogorszyła i obecnie nie jesteśmy jedyną uczelnią w Europie, która w taki czy inny sposób znajduje się na wygnaniu – wystarczy spojrzeć na przypadek Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego.
Mamy dwa główne wydziały, jeden nauk społecznych, a drugi humanistyczny, do którego należą studia nad dziedzictwem kulturowym. Studia nad dziedzictwem kulturowym rozpoczęliśmy już w Mińsku dzięki pomocy ambasady francuskiej i niektórych francuskich uniwersytetów, takich jak Bordeaux.
Program był wielokrotnie modyfikowany i minęły trzy dekady od momentu jego uruchomienia. Obecnie staramy się jak najlepiej rozwijać krytyczne studia nad dziedzictwem i przekazywać najnowsze idee.
Nie będę Państwu mówić, że świat dziedzictwa kulturowego jest bardzo dynamiczny. Chociaż zawsze mówimy o konserwacji, znaczenie tego pojęcia zmienia się z dekady na dekadę. Naszą misją jest praca nad rozwojem myślenia o dziedzictwie wśród młodych profesjonalistów. Jeśli chodzi o studentów studiów licencjackich i magisterskich, staramy się pokazać im całą złożoność świata dziedzictwa i uświadomić im, że dziedzictwo może być wykorzystywane do celów rozwoju. To jest najważniejsze.
Katarzyna Jagodzińska: Czy studenci pochodzą z Białorusi czy z Litwy?
Stsiapan Stureika: Około 80–90% studentów każdego roku pochodzi z Białorusi.
Katarzyna Jagodzińska: A w jakim języku prowadzone są zajęcia: białoruskim?
Stsiapan Stureika: Na Białorusi mówimy głównie po rosyjsku. Dlatego głównym językiem naszych programów jest rosyjski, chociaż dążymy do internacjonalizacji. Każdego roku mamy coraz więcej kursów w języku angielskim i oczywiście białoruskim.
Katarzyna Jagodzińska: Wilno daje Ci możliwość obserwacji tego, co dzieje się w zakresie dziedzictwa kulturowego na Białorusi. Rozmawialiśmy już o sytuacji organizacji pozarządowych zajmujących się dziedzictwem kulturowym na Białorusi w kontekście projektu „Mapowanie sektora pozarządowego zajmującego się dziedzictwem kulturowym w Europie Środkowej i Wschodniej”, prowadzonego przez Europa Nostra Heritage Hub w Krakowie, w którym uczestniczyłeś jako badacz. Teraz chciałabym zapytać bardziej całościowo o sektor dziedzictwa kulturowego na Białorusi. Jaka jest jego sytuacja? Jakie są obecne wyzwania?
Stsiapan Stureika: Dobrą wiadomością dla mnie jest to, że cała ta sfera się rozwija. Nie jest wcale zamrożona. Każdego roku powstają nowe projekty, większość z nich pod patronatem rządu. Są też inicjatywy prywatne. Jeśli chodzi o zaangażowanie aktywistów społecznych, to jest jeszcze miejsce na poprawę. Ludzie są gotowi zainwestować swój czas, a czasem także pieniądze w dziedzictwo kulturowe.
Zawsze podkreślam, że zwiedzanie zabytków kultury jest prawdopodobnie ostatnią bezpieczną opcją celebrowania naszej białoruskiej tożsamości. Wszelkie inne opcje mogą budzić podejrzenia rządu. Jednocześnie istnieją ograniczenia wynikające z naszej sytuacji politycznej; są one bardzo realne.
Moim zdaniem największym wyzwaniem dla dziedziny dziedzictwa kulturowego jest brak rozgłosu. W obecnym klimacie politycznym pierwszym zadaniem rządu, państwa, jest ograniczenie komunikacji i stworzenie hierarchii komunikacyjnej. Dlatego każda nowa inicjatywa z zakresu szeroko pojętego dziedzictwa kulturowego, taka jak muzyka, teatr, działania środowiskowe, a nawet stowarzyszenia sportowe, musi być zgodna z tą hierarchiczną strukturą: pod względem komunikacji, wyjaśniania, co zamierzają Państwo zrobić i dlaczego jest to konieczne itp.
Komunikacja musi odbywać się zgodnie z zasadami reżimu politycznego. W związku z tym praktycznie niemożliwa jest jakakolwiek poważna debata na temat wartości dziedzictwa i naszych wartości. Na przykład nie można odwołać się do żadnego zachodniego doświadczenia, mówiąc: „proszę spojrzeć, oni mają nowe schematy zarządzania dziedzictwem”. W Berlinie niedawno otwarto nowe muzeum, w którym porusza się temat postkolonializmu. Na Białorusi nie da się po prostu o tym dyskutować. W tym sensie przenikanie nowej wiedzy i nowych idei jest bardzo ograniczone, chociaż, powtórzę, istnieje na to zapotrzebowanie.
Mamy wielu bardzo utalentowanych menedżerów dziedzictwa, którzy potrafią wykorzystać nowe idee w swojej codziennej praktyce. Ale musi to odbywać się w bardzo wyrafinowany sposób, w oparciu o określoną hierarchię. To jest główne wyzwanie.
A żelazna kurtyna… Kto by pomyślał, że znów użyjemy tego terminu, nie żartobliwie, nie jako metafory, ale w bardzo surowy i poważny sposób. Żelazna kurtyna podnosi się lub opada, nie wiem, jak to lepiej ująć.
Katarzyna Jagodzińska: Może mógłbyś podać przykłady, na czym obecnie skupia się rząd, a co jest zaniedbywane w zakresie dziedzictwa?
Stsiapan Stureika: Cóż, jeśli mówimy stereotypowo o reżimie politycznym Łukaszenki, jego miłości do Związku Radzieckiego i przywiązaniu do Rosji, to można być zaskoczonym, widząc rzeczywisty stan dziedzictwa kulturowego na Białorusi. Mamy kilka flagowych projektów ideologicznych, o których mówi się w mediach i które są naprawdę bardzo stronnicze ideologicznie. Na przykład budowa nowego Narodowego Muzeum Historycznego w centrum Mińska lub huczne obchody Dnia Zwycięstwa 9 maja. Skala obchodów nigdy nie była tak duża i tak szeroka jak w tym roku.
Jeśli przyjrzymy się programom konserwatorskim, można wskazać kilka projektów skoncentrowanych na naszych pięknych średniowiecznych i późnośredniowiecznych zamkach z okresu Wielkiego Księstwa Litewskiego i dziedzictwa Rzeczypospolitej. Zamek w Nieświeżu wraz z zamkiem w Mirze nadal są flagowymi obiektami dziedzictwa kulturowego na Białorusi. Wszystkie inne zamki są odnawiane, np. zamki w Krewie i Halszany. Nie wspominając już o zamku w Grodnie, zamku Stefana Batorego, którego konserwacja trwa pełną parą. Jeśli chodzi o renowację budynków kościelnych, wiele z nich jest już własnością odpowiednich parafii. Niektóre z nich nadal należą do państwa i owszem, przeznacza się na ich konserwację pewne środki, ale mniej niż byśmy chcieli.
Jeśli chodzi o dziedzictwo niematerialne, to krajowy wykaz dziedzictwa niematerialnego stale się powiększa. Uwzględnia się w nim coraz więcej lokalnych tradycji. Większość z nich opiera się na białoruskim dziedzictwie etnograficznym, które nie ma absolutnie żadnego związku z obecną ideologią.
Widać więc, że sytuacja w terenie nie jest aż tak tragiczna.
Katarzyna Jagodzińska: A co z profesjonalistami zajmującymi się dziedzictwem? Czy wiele osób zdecydowało się opuścić kraj?
Stsiapan Stureika: Tak. To prawdziwa tragedia, ponieważ zebranie funduszy na konserwację to tylko część problemu. Drugą kwestią jest posiadanie utalentowanych menedżerów i ludzi w terenie. Dziedzictwo kulturowe nie jest tak popularne wśród dzisiejszych studentów, w przeciwieństwie do innych kierunków. Z naszych kampanii rekrutacyjnych wynika, że z roku na rok mamy kierunki, na które zapisuje się coraz więcej studentów. Mamy programy z zakresu informatyki, biznesu, projektowania lub mediów. Są to kierunki, które przyciągają młodzież. Niestety, dziedzictwo kulturowe nie należy do najbardziej pożądanych dziedzin. W tej sferze dwukrotnie trudniej jest zatrzymać utalentowanych ludzi, stworzyć im środowisko do pracy i wyrażania swojej kreatywności. W tym sensie mamy niestety do czynienia z katastrofą.
W ciągu ostatnich pięciu lat większość tych błyskotliwych, utalentowanych osób, które są źródłem kreatywności, była naprawdę widoczna. W rezultacie stały się one pierwszym celem represji o podłożu politycznym. Wielu specjalistów zostało już zwolnionych tylko dlatego, że wiele lat temu w jakiś sposób wyrazili swoje zainteresowanie różnymi ideami politycznymi. Wielu z nich – nie mówię tu o tych, którzy trafili do więzienia, bo takie przypadki również mamy – zostało zmuszonych do opuszczenia kraju i obecnie osiedlają się w Polsce lub na Litwie. Inni nadal pracują, ale na pół gwizdka, ponieważ nie mogą wyrażać siebie tak jak kiedyś. Jest jednak jedna pozytywna strona tej sytuacji. Niektóre z tych osób mogą pracować w sektorze prywatnym na Białorusi. Prywatne przedsiębiorstwa związane z dziedzictwem kulturowym, od turystyki po rękodzieło, zyskały kompetentną siłę roboczą.
Katarzyna Jagodzińska: Czy możesz powiedzieć coś więcej o sektorze prywatnym? Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że sektor prywatny w dziedzinie dziedzictwa nie tyle istnieje, co rozwija się na Białorusi.
Stsiapan Stureika: Przede wszystkim turystyka: wszystkie rodzaje turystyki, ekoturystyka, turystyka kulturowa. Ludzie prowadzą swoje małe posiadłości lub różne zabytkowe budynki. Świadczą wszystkie związane z tym usługi, takie jak zwiedzanie okolicy, poznawanie lokalnego rzemiosła i kuchni itp. Oznacza to, że pracują nad stworzeniem tożsamości tych mniejszych miejsc. Ich wpływ jest ogromny. Mamy prywatne firmy architektoniczne zajmujące się nowymi inwestycjami budowlanymi w centrach miast. Pomagają one również właścicielom zabytków w przeprowadzaniu remontów, rekonstrukcji, a czasem także prac konserwatorskich.
Katarzyna Jagodzińska: Z tego, co teraz mówisz, czytelnik może odnieść wrażenie, że sytuacja naprawdę nie jest taka zła.
Stsiapan Stureika: Tak też myślę. Proszę spojrzeć, mamy normalny kraj z nieco niezrównoważoną gospodarką, ale nadal funkcjonujący, z ludźmi gotowymi żyć pełnią życia, bardzo zdolnymi i utalentowanymi. Brakuje nam tylko jednej rzeczy: wolności. Nie można wyrażać siebie. To największa trauma i największy problem. A jeśli nie można wyrażać siebie lub próbuje się to robić, spotyka nas kara. Dlatego mamy więźniów politycznych. Mamy ludzi uciekających za granicę. To największy problem i wyzwanie dla nas. Poza tym kraj ten jest bardzo przyjemnym miejscem do życia i pracy.
Katarzyna Jagodzińska: Jakie byłoby zatem kluczowe przesłanie dla naszych międzynarodowych czytelników, którzy czytają wywiad o białoruskim dziedzictwie?
Stsiapan Stureika: Niech nie zapominają o naszym istnieniu jako takim. Ponieważ w świadomości wielu osób, nawet polityków i wysokich rangą urzędników, już nie istniejemy. Jesteśmy jakby częścią Rosji. Dlatego wszystkie decyzje dotyczące wsparcia dla naszego społeczeństwa obywatelskiego są w jakiś sposób powiązane z sytuacją w Rosji. Walczymy o zachowanie naszej tożsamości. Chciałbym jednak użyć innego słowa: jesteśmy podmiotami jako takimi, jesteśmy aktorami. I konieczne jest wspieranie tych miejsc i ośrodków, w których rozwija się nasza tożsamość i podmiotowość. Te infrastrukturalne punkty naszej podmiotowości politycznej, kulturowej i innych rodzajów podmiotowości są zachowywane, a nawet rozwijane, aby to wspierać. W przyszłości przyniesie to korzyści, podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzedniego upadku żelaznej kurtyny dla państw bałtyckich lub Polski.
Katarzyna Jagodzińska: Wsparcie można wyrażać na wiele sposobów. Być może istnieją konkretne działania, które można podjąć, takie jak tworzenie sieci kontaktów lub projekty inicjowane między uniwersytetami? Czy coś takiego ma miejsce? Być może chcecie coś zrobić, ale nie możecie dotrzeć do partnerów w innych krajach? Czy przeszkodą jest finansowanie?
Stsiapan Stureika: Nigdy – lub prawie nigdy – nie czułem się w jakiś sposób wykluczony z powodu mojej „białoruskiej tożsamości”. Tuż przed rozpoczęciem tego wywiadu rozmawialiśmy o możliwym partnerstwie. I oczywiście jest to trudne. Nie dlatego, że pochodzę z Białorusi, a ktoś nie chce mnie wspierać. Ale trudno jest nawiązywać partnerstwa, jedno po drugim, w ramach małych projektów. Mamy już tak wiele dobrze ugruntowanych instytucji, począwszy od mojej uczelni i niezależnych mediów działających z zagranicy. Niestety, jedna z głównych białoruskich instytucji kulturalnych w Wilnie została niedawno zmuszona do zamknięcia się.
Na nieszczęście dla nas, na początku 2025 roku do władzy doszła administracja Trumpa, która dokonała kilku cięć w finansowaniu. Nie jest tajemnicą, że nasze społeczeństwo obywatelskie było i nadal jest w dużym stopniu uzależnione od tego rodzaju finansowania. Wiele projektów i inicjatyw musiało zakończyć działalność.
Katarzyna Jagodzińska: Przez sieciowanie rozumiem nie jedynie udział białoruskiego środowiska akademickiego w projektach, ale także realizację projektów skupiających się na białoruskim dziedzictwie.
Stsiapan Stureika: Te aspekty białoruskiego dziedzictwa faktycznie trafiają do głównego nurtu międzynarodowej nauki. Nie tylko ze względu na narodowość badacza, ale także temat, który jest obecny w międzynarodowym dyskursie, co zasadniczo oznacza materiały w języku angielskim. Obserwuję tę tendencję i oceniam ją jako pozytywny efekt tej sytuacji. Żartobliwie zauważyłem, że w hollywoodzkich filmach coraz więcej Białorusinów pojawia się w rolach głównych czarnych charakterów. Dawniej rolę tę odgrywali wyłącznie Rosjanie. Dzisiaj nie jest to dla nas złe. I tak, staliśmy się coraz bardziej widoczni.
Naukowcy z Białorusi i ludzie, nie tylko naukowcy, ale wszyscy aktywni w sferze publicznej, w kulturze, w dziedzictwie, uciekają z Białorusi i osiedlają się głównie w Polsce lub na Litwie. Niemcy i Hiszpania są również popularnymi kierunkami, ale z nieporównywalnymi liczbami. Po osiedleniu się w Polsce lub na Litwie i po przyjęciu do polskiego lub litewskiego środowiska akademickiego i dyskursu, czasem dyskursu medialnego, czasem dyskursu akademickiego itp., zaczynają oni formułować swoje wnioski i obserwacje z tej polskiej lub litewskiej perspektywy. Zaczynają postrzegać Białoruś z tej polskiej lub litewskiej perspektywy. Niestety prowadzi to do mnożenia stereotypów. Tak jak dzisiaj w naszej rozmowie, istnieją stereotypy na nasz temat. Należy więc przezwyciężyć stereotypy. Myślę, że przezwyciężenie tego byłoby przydatne w naszych relacjach. Ale uczynienie tego, nawet w kręgu ekspertów, wymaga szczególnego wysiłku. Białoruś jest nadal nieznanym krajem. Nawet w Polsce, pomimo wszystkich powiązań. A jeśli mówimy o tworzeniu sieci kontaktów i nowych projektach skupiających się na tym bezstronnym spojrzeniu na Białoruś, to byłoby to dla nas pomocne.
To pierwsza rzecz. Druga rzecz, którą obserwuję, to fakt, że jeśli mówimy o naszych wysiłkach, to nadal jesteśmy krajem wynalazców rowerów. Codziennie na nowo wynajdujemy nasze rowery. Bardzo brakuje nam pamięci instytucjonalnej, którą należy zapisać i której należy się nauczyć, zarówno w polityce, jak i w sektorze kultury! To wyzwanie. Ale jest to coś, z czym naprawdę możemy sobie poradzić. Postrzeganie naszej „tożsamości” nie jako czegoś, co kształtuje się w teraźniejszości, ale jako czegoś trwałego. Mamy historię muzyki narodowej, historię ochrony dziedzictwa kulturowego, nad którą pracuję. Historię napisaną i stworzoną w taki sposób – staram się nie nadużywać słowa „dekolonizacja”, ale w tym przypadku można je zastosować.
Nie chodzi o to, że jesteśmy lub byliśmy kolonią Rosji. Oczywiście toczą się dyskusje na ten temat, ale nie zamierzam się teraz w to zagłębiać. Chodzi o budowanie nowych narracji dotyczących kultury narodowej i historii narodowej, opartych na perspektywie narodowej, ale nieograniczających się do etnograficznego postrzegania białoruskości. Bo jeśli mówimy „stwórzmy prawdziwą białoruską kuchnię”, to oznacza to w zasadzie potrawy chłopskie, a to już jest pewien kolonialny stereotyp.
Albo praktycznie niemożliwe jest wyjaśnienie w Polsce lub na Litwie, że 90% Białorusi to kraj rosyjskojęzyczny. To znaczy, łatwo jest wyjaśnić to jako fakt. Ale ludzie w Polsce lub na Litwie nie rozumieją tego faktu. Interpretują go jako coś oczywistego. „Zostaliście podbici przez Rosję, Rosja was okupuje, zmusza do mówienia po rosyjsku”. Są bardzo zaskoczeni i rozczarowani, że większość białoruskiej diaspory, nowej białoruskiej diaspory, mówi po rosyjsku. Ale nie ma w tym nic złego. To również część białoruskiej kultury, tak właśnie wygląda ona dzisiaj.
Katarzyna Jagodzińska: A czy młodsze pokolenie jest zachęcane do nauki języka białoruskiego?
Stsiapan Stureika: To zależy. Czasami można usłyszeć opinię, że w czasach Związku Radzieckiego język białoruski był językiem wsi. Być może dzisiaj białoruski jest językiem miast. W mieście łatwiej spotkać osoby mówiące po białorusku niż na wsi. Teraz jest więc odwrotnie. Ale z drugiej strony język białoruski na Białorusi pełni nie tylko funkcję komunikacyjną, ale także bardzo silną funkcję symboliczną.
Kiedy mówię o 90% i 10%, mam na myśli liczbę osób, które na co dzień używają języka białoruskiego jako głównego środka komunikacji. Nie oznacza to jednak, że 90% nie kocha i nie ceni języka białoruskiego i nigdy go nie używa. Używają go. Język jest bardzo ważny element naszej tożsamości. Jest prawdopodobnie jej podstawą, ale raczej w sensie symbolicznym.
Co trzy lub sześć lat odbywa się nowa akredytacja naszych programów na uniwersytecie i zawsze musimy odpowiedzieć na pytanie: w jakim języku prowadzone są Państwa zajęcia? Nie da się prosto odpowiedzieć, ponieważ połowa grupy może mówić po białorusku, druga połowa po rosyjsku, a my omawiamy teksty po angielsku, a czasami prezentacje są prowadzone w języku angielskim. A potem pytania i odpowiedzi są jednocześnie po białorusku, rosyjsku lub angielsku. W jednej klasie. Taka jest nasza rzeczywistość. A eksperci zawsze piszą w swoich zaleceniach: „Proszę określić konkretny język wykładowy na państwa zajęciach”.
Katarzyna Jagodzińska: Kończąc rozmowę, mówieś, że konieczna jest dekolonizacja myślenia o dziedzictwie. Moje pytanie brzmi: czy rozpocząłeś już ten proces na swojej uczelni? Czy jest on już w toku, czy dopiero w fazie planowania?
Stsiapan Stureika: Oczywiście. Było to naszym celem od samego początku i właśnie dlatego w 2004 roku zamknięto nas w Mińsku. Realizujemy to również w zakresie tematów badawczych. Na przykład obecnie przygotowuję nową książkę o historii ochrony dziedzictwa kulturowego w sowieckiej Białorusi od lat 60. do początku lat 90. XX wieku, kiedy to Białorusini uświadomili sobie, że ich dziedzictwo istnieje na masową skalę.
Główne osiągnięcia w tej dziedzinie miały miejsce jeszcze przed pierestrojką, a pierestrojka tylko pokazała, że zmiana ta już się dokonuje. Jeśli chodzi o białoruski dyskurs akademicki, moja uczelnia jest jedyną niezależną białoruską akademią, w której mogą odbywać się wszystkie te dyskusje.
Katarzyna Jagodzińska: Bardzo dziękuję za rozmowę.